Łysiak a eutanazja

7
401

“To, co było, jest tym, co będzie,
a to, co się stało, jest tym, co znowu się stanie:
więc nic zgoła nowego nie ma pod słońcem.
Jeśli jest coś, o czym by się rzekło:
‘Patrz, to coś nowego’ –
to już to było w czasach,
które były przed nami.”

“A wszystko to marność i pogoń za wiatrem…”

Kohelet

Powyższe cytaty mają na celu usprawiedliwienie poniższej treści. Zdaję sobie sprawę, że poruszany przeze mnie temat nie zainteresuje wielu Czytelników. Przynajmniej nie teraz. Tyle rzeczy dzieje się w naszym kraju, a ja tu wyjeżdżam z jakimś “trzeciorzędnym grafomanem”.  Cóż, nie jest tajemnicą, że mam “hopla” na punkcie Łysiaka. Dużo mniejszego niż parę lat temu, ale jednak. Poza tym głęboko wierzę w słowa wiersza Leśmiana (“Noc”), które wielokrotnie przytaczałem: “A cokolwiek się stanie, stanie się to samo. Złych zdarzeń powtarzalność ciąży nawet drzewom”. Mając to na uwadze, razem z wersami Księgi Koheleta, śmiem twierdzić, że czasami warto sobie zrobić przerwę i nabrać dystansu do otaczającej nas rzeczywistości. Bowiem wszystkie bieżące wydarzenia są kopią dawnych dni. I tak: kłamstwo smoleńskie jest niczym kłamstwo katyńskie, walka z krzyżem jako żywo przypomina czasy Stalina (i późniejsze też!), a tuskowa cud-propaganda jest powtórką gierkowskiego hasła o “dziewiątej potędze przemysłowej świata”! Kupa śmiechu. Tudzież kupa płaczu – w zależności od wrażliwości i zajmowanego miejsca na widowni… Co nie znaczy, że mi nie zależy!


W porządku. Wymówki mamy za sobą, więc mogę przejść do meritum. Gdy pisałem pracę magisterską o “pisarstwie białego kuglarza”, szukałem zdania bądź wypowiedzi Łysiaka, w której zająłby on zdecydowane stanowisko w kwestii eutanazji. Na próżno! Pisarz wielokrotnie zabierał głos w takich wrażliwych i wywołujących zamęt sprawach jak aborcja czy kara śmierci. A o eutanazji nie napisał ani sylaby! Przynajmniej tak mi się zdawało… Dlaczego? Od tamtego czasu zadaje sobie co jakiś czas pytanie: co Łysiak sądzi na ten temat?  Popiera czy jest przeciw? Ponieważ z publicystyki mistrza nie można wyłowić odpowiedzi, w mojej pracy znalazł się taki fragment:

“Jeżeli chodzi o eutanazję, to Łysiak w swoim dotychczasowym pisarstwie ani razu nie odniósł się do tej kwestii. Nigdy nawet nie użył tego słowa. Z jednej strony brak zajęcia stanowiska w tej sprawie może sugerować, że pisarz najzwyczajniej w świecie nie ma zdania na ten temat. Z drugiej jednak wieloaspektowe poruszanie przez Łysiaka problemów społeczno-politycznych współczesnego świata, skłania do odrzucenia takiej tezy. Bowiem skoro w sposób jednoznaczny autor wypowiada się na temat kary śmierci i aborcji, to logiczną konsekwencją powinno być zajęcie stanowiska odnośnie eutanazji. Cokolwiek bym tu nie napisał, wszystko to będzie nosić znamiona spekulacji.

Wiadomo, że Łysiak jest zdecydowanym przeciwnikiem ‘cywilizacji śmierci’. Termin ten pierwszy raz został użyty przez papieża Jana Pawła II, który dla pisarza jest niekwestionowanym autorytetem moralnym. Biorąc więc pod uwagę stanowisko Ojca Świętego w kwestii eutanazji, należałoby stwierdzić, iż Łysiak także jest podobnego zdania. Poza tym zwolennicy eutanazji na rzecz jej legalizacji podnoszą argument ‘wolności osobistej jednostki’, który przez Łysiaka jest ostro krytykowany. Wielokrotnie, przy różnych okazjach pisarz ostro krytykuje tolerancję dla przeróżnych ludzkich zachowań, którą zwie ‘pseudotolerancją’, ‘leseferyzmem’ lub ‘totalnym permisywizmem’. ‘Nieustanna salonowa mantra o tolerancji dla wolności wyboru służy szlachetnemu celowi: uprzyjemnieniu, uatrakcyjnieniu życia ludzkiego. Życie ma być gładkie, słodkie i podniecające jak czarowny sen.’ Chociaż brak mi dowodów, sądzę, że Waldemar Łysiak jest przeciwko eutanazji.”

No to sobie pospekulowałem i wysnułęm taki, a nie inny wniosek. Jednak dziś myślę inaczej i moja pewność została zachwiana. Czytałem ostatnio (po raz kolejny) “Dobrego” Łysiaka. Na początku znajduje się fragment, w którym jeden z głównych bohaterów (Józef Glinka, ksywa “Fokstrot”) opowiada o swoim bracie chorującym na raka. Z Gieńkiem jest już krucho, nie ma szans na wyleczenie, więc wypisano go ze szpitala. “Fokstrot” waruje przy jego łóżku w oczekiwaniu na śmierć. I nagle pojawia się Stefan Karśnicki (“Książe”), jego szef, razem z jakimś konowałem, który twierdzi, że Gieńka da się uleczyć. Trzeba go tylko wysłać do specjalistycznej kliniki w Szwecji. Więc pan Stefan wręcza “Fosktrotowi” dwa bilety lotnicze… Potem następuje taka scena:

“Rano przyszedł jakiś młody i przedstawił się, że jest asystentem. Zrobił Geniowi zastrzyk i wybył. Gienio rozmawiał ze mna tonem faceta, który ma odebrać wóz wygrany na banderolę. Obiecał, że przywiezie mi ze Szwecji kilka longów. Potem wziął go śpik. Przestałem kapować, o co biega, miałem kwadratowy łeb.

Po południu wszedł „Ksiaże”. Był z obstawą (dwóch od „Ognia” lub od „Dżeka”, zostali za drzwiami).

— Dzień dobry, szefie — zniżyłem głos.

Nie odpowiedział, tylko patrzył na brata.

— Śpi… — podrzuciłem.

Jakby nie słyszał. Zbliżył się do tapczanu i pochylił nad Gieniem. Twarz miał skupioną i dziwną, wyglądał jak człowiek, który jest sam w pustym domu i nasłuchuje. Potem przykrył kołdrą facjatę Gienia i zanim zdążyłem się rozbeczeć, objął mnie:

— Już się nie męczy, a tę ostatnią dobę był panem swoich marzeń. Musiałem to zrobić, synu, bo torturować można wieloma sposobami, także nic nie robiąc. On na takie męki nie zasłużył.

Pierwszy i ostatni raz powiedział do mnie ‘synu’. Oba bilety trzymam w szufladzie. Czasami biorę je i widzę tamten uśmiech Gienia: Gienio kładzie swój strach na łopatki, a obok stoi ‘Książe’ przebrany za sędziego i wylicza kostuchę do zera.”

Że też wcześniej nie zwróciłem na to uwagi!!! Duży błąd! Przecież Stefan Karśnicki wybrał dla Gienia “łatwą śmierć!”  Co prawda ktoś w tym miejscu zauważy, że Geniu został zwyczajnie zamordowany, nie wyraził zgody na zastrzyk śmierci, więc nie ma tu mowy o eutanazji. Racja, tylko że mnie bardziej interesuje fakt, że Karśnicki dokonał wyboru za niego – uznał, bez jego wiedzy i zgody, że należy mu skrócić męki. Wybrał śmierć! Oczywiście niejeden krytyk literacki (a ja nawet nim nie jestem!) fiknął kozła próbując wyrozumieć zdanie pisarza na podstawie jego pisaniny. “Książe” nie musi być alter ego Łysiaka. Może, ale nie musi! Jednak mamy tu do czynienia z postacią szalenie wyrazistą i brak zajęcia przez Łysiaka stanowiska a propos eutanazji daje wiele do myślenia.  To jakie w końcu pisarz ma zdanie? Czy popiera lub w określonych przypadkach dopuszcza wykonywanie eutanazji? Nie wiem, bo wiedzieć nie mogę. A dopóki nie wypowie się w tej sprawie, wszystkie moje niepewności przykryte będą cieniem spekulacji. Natomiast nie jestem już taki pewien, jak to miało miejsce jeszcze parę lat temu, że Waldemar Łysiak jest przeciwnikiem eutanazji…

A tak poza tym, to tylko z pozoru mój tekst odbiega od tzw. bieżączki, czyli od bardzo przyziemnych wydarzeń, składających się na otaczającą nas rzeczywistość. Eutanazja to inaczej śmierć na życzenie – tak ładnie, postępowo trajlują wyznawcy politycznej poprawności, tej gangreny toczącej ten padół niczym rak. Czyż nie jesteśmy świadkami śmierci naszej cywilizacji? I to na własne życzenie! Abstrahując od zdania Łysiaka na temat eutanzazji i moich własnych przemyśleń w tej kwestii, pragnę przypomnieć słowa piosenki Jacka Kaczmarskiego, barda Solidarności, który na łożu śmierci pojednał się z Bogiem i przyjął chrzest: “W rany boskie wierz i szanuj święty krzyż, wtedy będziesz w życiu miał, na co zasłużysz!” Otóż to, nic dodać, nic ująć! To zdanie jest wyznaniem mojej wiary, te słowa dają mi uniwersalną podpowiedź co robić, kiedy znienacka dopada mnie zwątpienie…

7 KOMENTARZE

  1. @killos
    Nie, no co Ty… Myślę samodzielnie! Naprawdę. Po prostu interesuje mnie dlaczego tak wyrazista postać, jaką jest Łysiak, osoba, która stanowczo i jednoznacznie wypowiada się na takie tematy jak aborcja czy kara śmierci, nie zabiera stanowiska w sprawie eutanazji. Może źle się wyraziłem w swoim tekście, mało precyzyjnie, bo bardziej mnie interesuje to, dlaczego o tym nie pisze i nie mówi niż sam fakt posiadania określonego stanowiska w rzeczonej kwestii. To milczenie jest dla mnie zagadką…

    Pozdrawiam

  2. Sorry ale w tym fragmencie Książę przeprasza Fokstrota za mistyfikację z uratowaniem życia, zastrzyk nie był trucizną ale placebo podobnie jak doktor był aktorem.

  3. @Patryk
    Witaj!

    Doktor był aktorem – to oczywiste, o tym jest mowa w książce. Natomiast co do zastrzyku, to ta kwestia jest dyskusyjna, a wersja o placebo jest jedną z możliwości. Ale jeżeli o mnie chodzi bardzo mało prawdopodobna, bo trudna do logicznego wytłumaczenia! No bo po co w takim momencie podawać placebo?

    Pozdrawiam

  4. Fatalny wypadek – czołówka z ciężarówką.W ostatniej chwili wycofał i uratował 3 pozostałe osoby – wszystko skupiło się na Nim. Dziewięć dni na intensywnej terapii i moja walka ze Smiercią.Myślałam,że miłość zwycięża wszystko,ale tylko ja miałam wtedy nadzieję.Jego mózg umierał.Tylko na noc wracałam do domu,bo wyrzucali mnie ze szpitala.Cyt.kogoś z personelu:”pani mąż jest drewnem.Może pani spędzać noc na ławce pod szpitalem,na jedno wyjdzie….” Wracałam rano i jak zawsze zaczynałam dzień od wizyty u ordynatora oddziału. Siódmego dnia powiedział mi że jest coś,co mogą zrobić dla mojego Męża: organy.Absurdalnie odpowiedziałam – to umiecie już przeszczepiać mózg?? Nie zgodziłam się na odłączenie Męża,choć nie było najmniejszych szans. Jakieś trzy lata po Jego śmierci moja Córka chciała przeczytać mi otwary list pewnego znanego człowieka do ministra zdrowia,dot,przeszczepów.Powiedziała wtedy – może lepiej Ci nie przeczytam,bo jemu chodziło o organy dla jego dziecka. Powiedziałam: Kochanie,to nie tak! i mną i nim kieruje miłość.Oboje chcemy ocalić kogoś najważniejszego.To,że nie pozwoliłam odłączyć Taty,nie znaczy że jestem przeciwko oddawaniu organów.
    Tą historią chciałam powiedzieć Państwu,że nie można o eutanazji mówić ogólnikowo… Każde życie jest wyjątkowe i każdy przypadek jest indywidualny. Może dlatego Pan Łysiak nigdy nie wypowiedział się jednoznacznie……………….

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here