Rodzinny Pieszy Rajd pamięci lotników Zygmunta Hohne i Stanisława Karubina – relacja Mariusza Błaszczyka

0
5942
Tekst przygotował:
Mariusz Błaszczyk – Stowarzyszenie Narodowcy RP Wielka Brytania – Leeds
Zdjęcia:
Ewelina Błaszczyk
Więcej zdjęć:
https://www.facebook.com/NarodowcyRPLeeds/photos/?tab=album&album_id=1736156043319419

[embedyt] http://www.youtube.com/watch?v=4ch3hZSiuAg[/embedyt]
Do zorganizowania tego Rajdu tak naprawdę zabierałem się przez ostatnie kilka lat. Zawsze było albo za daleko, albo pogoda była nie taka. Oprócz koordynatów GPS i kilku zdjęć krzyża na wzgórzu nie miałem nic. Z materiałów zamieszczonych w intrenecie wynikało, że miejsce to często odwiedzane jest przez angielskich pasjonatów lotnictwa ale totalnie zapomniane przez stowarzyszenia i polonię zamieszkującą Wysypy Brytyjskie. Historię tego miejsca odkrywałem etapami.

12 sierpnia 1941 roku dwa samoloty Hawker Hurricane, wystartowały z bazy RAF Usworth koło Sunderland jako część 55 OTU. Liderem lotu był Sgt Stanisław Karubin (V7742). Towarzyszył mu pilot Zygmund Hohne (V6565). Obaj powracając z lotu treningowego, wychodząc z chmur do lądowania, zderzyli się z wyniosłością terenu (750 metrów) w Horn Crag Eskdale ( Lake District ) . Pochowano ich  na cmentarzu w Casteltown koło Sunderland ( War Graves Plot Section D Row 1 Grave 721). Na wzgórzu postawiono pomnik, który upamiętnia ten tragiczny wypadek.

Znalezione w sieci informacje potwierdzały, że Stanisław Karubin walczył w bitwie o Anglię, w składzie 303 Dywizjonu Myśliwskiego “Warszawskiego” im. Tadeusza Kościuszki. Podczas walk odniósł pięć pewnych zwycięstw. Między innymi 31 sierpnia 1940 r. zestrzelił samolot Messerschmitt Bf 109. 6 września sam został zestrzelony i ranny. Ratował się skokiem ze spadochronem. 18 września 1940 otrzymał na lotnisku Northolt od Naczelnego Wodza PSZ gen. Broni Władysława Sikorskiego Krzyż Srebrny Orderu Wojennego Virtuti Militari nr 08827. Także trzykrotnie odznaczony został Krzyżem Walecznych, Polową Odznaką Pilota oraz otrzymał brytyjski Distinguished Flying Medal.
Jakże pozytywnym zaskoczeniem była dla mnie informacja o tym, że Stanisław Karubin to jeden z głównych bohaterów książki Arkadego Fiedlera “Dywizjon 303” nazwany Stefanem Karubinem. Wtedy wiedziałem, że bez względu na okoliczności i ilość chętnych osób;  choćby miało padać i walić gradem ja  na pewno pojadę.

A tak o Karubinie pisał Arkady Fiedler: “mały, chłopięcy… Wyglądał na dwudziestoletniego, był trochę starszy. Okrągła twarz skora do uśmiechu, lecz oczy harde, życzliwe, zaczepne, czarne”. Zawsze odważny, uparty. W najtrudniejszych momentach potrafił wykazać duży spokój i opanowanie. Jego sylwetkę Arkady Fiedler opisał w rozdziale pt. „A gdy kul zabrakło”….  Był żarliwym, pełnym poświęcenia żołnierzem. Walczył poważnie, bez emocji, jakby wykonywał zwykłą pracę. W czasie jednego z lotów został ranny w udo.

“Uciekający messerschmitt opuścił rzekę skrętem w prawo, wpadł nad rozlegle łąki i lotem południowo-wschodnim przecinał hrabstwo Kentu, biorąc najbliższą drogę ku Francji.

Karubinowi nie podobał się pościg: „Adolfek” rwał szybko i gotów był uciec. Dwa hurricany jakoś nie mogły go dogonić i pozostawały wciąż daleko za nim. Myśliwiec władował „boosta”. Maszyna zawyła jakby biczem podcięta i gwałtownie skoczyła do przodu. Karubin odczuł rozkosz jeźdźca wbijającego ostrogi w bok rumaka. Naraz zrobiło mu się wesoło na duszy i ni stąd, ni zowąd zaczął nucić pod nosem: “Jak to na wojence ładnie, Kiedy ułan…”

Natomiast o poruczniku pilocie Zygmuncie Höhne informacji zebrałem bardzo mało. Urodził się 20 października 1916 w Rudniku nad Sanem ( powiat Nisko, Polska ). Był absolwentem ostatniej XIII Promocji szkoły Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie 1939. W ewidencji RAF znajdował się pod numerem P-0975.

Wspierany i mobilizowany do akcji przez stowarzyszenie Narodowcy RP Wielka Brytania; 29 maja 2016 wczesnym rankiem wyruszyliśmy samochodami w stronę wsi Wasdale Head w Kumbrii.  Po niecałych czterech godzinach jazdy krętymi drogami Narodowego Parku Lake District docieramy na miejsce.  Zatrzymujemy się na małym, ciasnym parkingu wśród turystów, którzy planują wspiąć się na najwyższy szczyt Anglii Scaffel Pike, ale dopiero trzynasty pod względem wysokości na Wyspach Brytyjskich. Jakimś cudem angielska pogoda nam dopisuje. Upał. Żar leje się z nieba.

Wchodzimy na szlak prowadzący na Scaffel Pike i od razu za rzeką odbijamy w prawo. Próbujemy dostać się na wzgórze Slight Side (762 m n.p.m. ) idąc na skróty,  co chwile zapadając się po kostki w wodzie. Wszystkie szlaki skutecznie omijają miejsce katastrofy przez co odnalezienie miejsca w tak marsjańskim krajobrazie jest bardzo trudne. Ewelina, Ania, dzieci Maja i Alex  zatrzymują się na mały piknik a my z Arkiem i Witoldem postanawiamy się rozdzielić i odnaleźć miejsce katastrofy.

Pogoda i piękne widoki zachęcają do poszukiwań. Kolejna godzina skakania po kamieniach i Witold odnajduje zrobiony z części samolotu krzyż oraz tablice, którą postawiono w miejscu rozbicia się Zygmunda Hohne (V6565). Z przodu leży spory fragment silnika Hurricana. Wokół pełno porozrzucanych kawałków metalu i części maszyny. Z opisów pasjonatów lotnictwa wynika, że samolot Karubina rozbił się gdzieś nie opodal. Jednak niestety nie udało nam się zlokalizować tego miejsca. Może następnym razem.

Za rok planujemy zorganizować kolejną wyprawę w piękne okolice góry Scaffel Pike. Tym razem mamy nadzieję, że będzie nas więcej.

Tekst został opublikowany w portalu Aviation24.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here