Strażak potrzebny od zaraz!

0
515

“I am the God of hell fire

and I bring you… fire”

Arthur Brown

Dla jasności: powyższy tytuł nie jest sloganem wyborczym Waldemara Pawlaka. Od paru lat w pierszych dniach stycznia śledzę informacje agencyjne dotyczące nowoczesnego (postępowego) sposobu świętowania Nowego Roku przez Francuzów. Bowiem w krainie zjadaczy ślimaków i żabich udek narodziła się, wraz z nastaniem XXI wieku, “nowa świecka tradycja”. Otóż każdego roku, w nocy z 31 grudnia na 1 stycznia, we Francji dochodzi do masowego palenia samochodów. Zresztą nie tylko samochodów – wyobraźnia piromanów nie zna granic. I  nie tylko w ostatnią noc roku – kto nie słyszał o słynnych zamieszkach sprzed paru lat? Zaobserwowałem też, że z roku na rok liczba informacji o tych ekscesach maleje. Co nie znaczy, iż problemu nie ma. Przy tym takie noworoczne “newsy” mogą stanowić doskonały materiał dla adeptów dziennikarstwa. Dlaczego? Ponieważ szanowni studenci mogą (a właściwie powinni) nauczyć się z nich jak nie należy manipulować, czyli co zrobić by nie zostać Lisejnikiem.

Krótki przykład. Jeden tylko, gdyż nie ma sensu powielać tych “informacji” – bliźniaki jednojajowe są mniej do siebie podobne. Oto on: Mimo dużej mobilizacji policji, co najmniej 1137 samochodów spłonęło w noc sylwestrową na ulicach francuskich miast – poinformował w komunikacie minister spraw wewnętrznych Francji Brice Hortefeux. Przed rokiem spłonęło 1147 aut. Według rządowych danych, aresztowano 549 osób, a 481 zatrzymano na 48 godzin. W zeszłym roku ta pierwsza grupa liczyła 288 osób, a druga – 219. W Paryżu i trzech departamentach graniczących ze stołecznym, liczba spalonych samochodów znacznie bardziej zmalała (o ponad 20% – do 198 aut) w porównaniu z resztą kraju – sprecyzował minister. Szef resortu spraw wewnętrznych stwierdził, że w sylwestrową noc nie doszło do żadnego poważnego incydentu. Jedenaście osób zostało rannych. W czasie tegorocznej nocy sylwestrowej porządku we Francji pilnowało 45 tysięcy policjantów i żandarmów, w tym 8 tysięcy w samym Paryżu. Mobilizacja miała pomóc w zapobieganiu chuligańskim wybrykom oraz innym incydentom. W zeszłym roku francuskich ulic pilnowało 37 tysięcy funkcjonariuszy policji i żandarmerii. W ostatnich latach w sylwestra na przedmieściach francuskich miast regularnie dochodzi do chuligańskich ekscesów, zwłaszcza masowych podpaleń samochodów – Wirtualna Polska, 01/01/2010. Taaa… Bardzo ciekawe. Jednak czegoś brakuje. Zauważyliście już? Taki mały, “nieistotny” szczegół. Kto? No kto, do jasnej cholery, pali te auta? I tak rok w rok! We Francji palą samochody… Ale kto i po co? Tego nam nasi “obiektywni dziennikarze” nie przekazują.

A teraz pytanie-odpowiedź jednego z internautów. Też jedna, choć można ich spotkać wiele: “Może jakaś agencja poda wreszcie KTO ??? podpalił te auta. Dlaczego znów przemilczana jest prawda ???!!! Napiszcie wreszcie, że to arabscy imigranci podpalają bez przerwy auta i inne rzeczy we Francji. Dlaczego milczycie???!!! Podobno obowiązuje rzetelność dziennikarska!!! Marsjanie podpalili te samochody czy może polscy hydraulicy!!!!!” – Serwis Informacyjny Branży Turystycznej – TUR-INFO.PL, 01/01/2008″. No właśnie: dlaczego znów niewygodna prawda jest heroicznie zamiatana pod dywan? Pisałem o tym parokrotnie, więc nie mam zamiaru się powtarzać. Tutaj tylko uściślę powyższy komentarz, który choć spłodzony dwa lata temu wciąż jest aktualny, niestety. Muzułmańscy imigranci notorycznie bawią się zapałkami – to fakt. Widocznie spodobała im się piosenka Arthura Browna, której słowa uczyniłem mottem niniejszego tekstu. Lecz coraz częściej można znaleźć wśród nich kwiat (a raczej chwast) francuskiej młodzieży, która w ramach zajęć pozaszkolnych integruje się z muzułmanami. Mają dużo czasu (wakacje pięć razy w roku, czasami czterodniowy tydzień szkolny), więc muszą go jakoś zabić… Jest jeszcze jeden powód, w mojej ocenie zasadniczy. Francja dawno utraciła status “pierwszej córy Kościoła” na rzecz statusu “pierwszej kurtyzany Allacha”. Rozumiecie o czym piszę? Nie? Trudno. Wniosek? A wniosek, moi drodzy, wyciągnijcie sobie sami.

Jednak jeżeli Francuzom znudzi się kiedykolwiek śpiewanie przeboju pt. “Multi-kulti”, to mają kapitalną wymówkę dla praktyk, o których mowa powyżej. Mam na myśli osobę znanego faszysty Napoleona Bonaparte. Mogą stwierdzić, iż to jego wina, bo sprowadził z Egiptu nad Sekwanę Rustana i jego Mameluków. Mało tego: uczynił z wyznawców Allacha swoją gwardię przyboczną, na której czele stał nieustraszony Rustan (osobisty bodyguard cesarza). Tym samym Bonaparte stał się, całkowicie bezwiednie, protoplastą… multikulturowości. To jego wina! Ponadto doskonałą wymówkę dla palenia samochodów daje Francuzom inny fakt z życia “boga wojny”. Doskonały, bo można owe podpalenia potraktować jako francuską tradycję. Chodzi mi o słynny (nieudany) zamach na Korsykanina, który miał miejsce w Paryżu 24/12/1800. Użyta w tym celu “piekielna maszyna” do znudzenia przypomina dzisiejsze “samochody-pułapki”…

Oczywiście z perspektywy Polski brzmi to wszystko niczym powieść science-fiction. Jesteśmy permanentnymi biedakami, więc nie jest nam dane dostąpić zaszczytu dobrodziejstw mulikulturowości. Problem imigracji, trpiący kraje Zachodu nie istnieje w kraju nad Wisłą, a to wszystko za sprawą cudów naszych władców. Zwyczajnie nikt do nas przyjeżdżać nie chce. Nie stanowimy żadnej konkurencji dla rozdętego do granic absurdu “socjalu” Wielkiej Brytani, Niemiec, krajów skandynawskich czy rzeczonej Francji. Piękny paradoks: bieda chroni nas przed anihilacją. Póki co… Jednak jak ktoś myśli, że nie ma powodu do obaw, to śpieszę donieść, że jest odwrotnie. Europejczykom grozi wyginięcie. Bez cienia przesady. Jest cała masa prognoz, które kreślą ten ponury obraz. I nie potrzeba tu żadnych zamachów terrorystycznych czy “rewolucji islamskiej”, bo Stary Kontynent (dosłownie stary) zostanie pokonany macicami muzułmańskich kobiet. Islamska megarozrodczość plus mierzona setkami tysięcy rocznie legalna (i nielegalna) imigracja równa się koniec Europy. Jeżeli obecna polityka nie zostanie zmieniona natychmiast, to nasze prawnuczęta będą wołały “Allachu akbar”, a o symbolu religijnym zwanym krzyżem będzie można przeczytać w mocno zakonspirowanych bibliotekach. Tak więc potrzebujemy strażaka, który ten ogień “miłości” ugasi. Dziś. Tu i teraz. Jutro będzie za późno. Jutro tytułowy strażak będzie mógł co najwyżej dogasić tlące się zgliszcza naszego domu…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here