Normalnie chory kraj

19
964

“Jakby cierpienie uczyło,

to Polska byłaby jednym z najmędrszych krajów świata”

Maria Dąbrowska

Czasami łapię się na tym, że patrząc na świat przez pryzmat polityki i wydarzeń politycznych nie dostrzegam szczegółów. Spoglądając na obraz z dalszej odległości nie widzę detali. A przecież Bóg (dla innych Diabeł) tkwi właśnie w szczegółach. Dlatego warto przyjrzeć się uważnie, by oprócz przepychanek na szczytach władzy zobaczyć prawdziwe życie Polaków. Ich codzienne bolączki i dramaty. W ostatnich dniach dowiedziałem się o trzech różnych, niepowiązanych ze sobą sprawach, które składają się na jakże ponurą polską rzeczywistość. Oto one.

Pewna kobieta przyszła do Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w celu odbycia Egzaminu na Prawo Jazdy. Stawiła się o określonej wcześniej godzinie, ale pani w recepcji powiedziała jej, że musi poczekać… dwie godziny. Owa kobieta odpowiedziała na to, że nie może czekać. Nieważne dlaczego. Może później szła do pracy, może miała umówioną wizytę u lekarza, a może musiała odebrać dzieci ze szkoły? Nieważne. Po to ludzie umawiają się na konkretną godzinę, no nie? Pani pracująca w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego poinformowała kobietę, że musi czekać, a jeżeli chce przełożyć termin egzaminu, to w tym celu trzeba uiścić opłatę! 60 złotych!!! Wyobraźmy sobie taką sytuację: umawiam się z kimś na spotkanie, ten ktoś zjawia się o ustalonej porze, a ja go informuję, że nie mogę teraz mu poświęcić czasu, więc musi poczekać parę godzin. Człowiek ten mówi, że nie może czekać, bo ma inne obowiązki. A ja mu mówię, że jeżeli chce przełożyć spotkanie, to musi mi zapłacić! Co by zrobił ów człowiek? To oczywiste. A co zrobiła ta kobieta? Zaczekała. W sumie trzy godziny! I oblała. A instruktor jej powiedział: “Widzi pani, tyle czekania a tak krótko pani jechała!” Może trzeba było od razu “dać w łapę”? Pewnie tak się często dzieje i ta kobieta pewnie też tak by zrobiła. Ale ona nawet nie miała 60 złotych na zmianę terminu egzaminu! Rozumiecie?

Inna kobieta, która znalazła względną stabilność w swoim niełatwym życiu, postanowiła kupić dom. Rynek nieruchomości w Polsce działa jednak na absolutnie brabarzyńskich zasadach. Żeby obejrzeć dom trzeba najpierw podpisać umowę na wyłączność z agentem nieruchomości. Oznacza to, że w przypadku decyzji o zakupie agent inkasuje opłatę od… kupującego! W normalnych krajach jest dokładnie na odwrót. To sprzedający płaci agencji! To jednak nie wszystko. Takie przepisy ograniczają pole poszukiwań nieruchomości. Każdy kupujący, który chce obejrzeć dany dom, musi się zgłosić do agencji i podpisać wspomnianą umowę. A jak nie to szukaj wiatru w polu. Dosłownie. Nigdzie w Polsce nie da się zobaczyć tabliczki z napisem: “Dom na sprzedaż”. Tak więc dochodzi do sytuacji, gdzie podstawia się fikcyjną osobę, która zgłasza się do agencji, podpisuje tą nieszczęsną umowę tylko po to by zlokalizować daną nieruchomość. Czy to jest łamanie prawa? Czy to jest “kombinowanie”? A może po prostu inaczej się nie da? Rozumiecie?

Młode małżeństwo doczekało się potomka. Niestety dziecko urodziło się z wadą. W trakcie ciąży z jakiegoś powodu maleństwu nie wykształciły się rączki. Ale jest nadzieja. Szybka operacja pozwoli na skorygowanie wady, tak aby w przyszłości mały człowieczek mógł w miarę normalnie funkcjonować. Para zgłosiła się do szpitala, żeby ustalić termin operacji. Poinformowano ich, że NFZ nie ma teraz pieniędzy. Następny wolny termin… za dwa lata! Dwa lata!!! W sumie nic nadzwyczajnego. Ile razy słyszymy o wieloletnim czekaniu na zabieg lub operację? Ale w tym wypadku to jest skończona głupota, bowiem maleństwo musi być operowane natychmiast. Za dwa lata będzie za późno. Za dwa lata przeprowadzenie tej operacji nie ma żadnego sensu. Czyli państwo, które tłumaczy się tym, że w chwili obecnej nie ma pieniędzy, godzi się na to, iż mały człowieczek będzie kaleką bez rąk. I to państwo w przyszłości będzie mu wypłacało rentę inwalidzką! Przez całe jego kalekie życie! Ci ludzie są biedni. Ci ludzie mieszkają w miasteczku o największej w Polsce stopie bezrobocia. I ci ludzie się nie poddali. Założyli fundację i dzięki pomocy innym pokonali państwo. Operacja się udała. Rozumiecie?

Mocno to przeżyłem. Od dłuższego czasu nie mieszkam w Polsce, więc chyba odwykłem od tego typu problemów. A najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że każdy z kim rozmawiałem na temat tych historii używał słowa “normalność”. “To normalne”, “tak jest”, “czemu się dziwisz?”, “to jest Polska”, “to normalne”. Ludzie żyją w tym syfie i się zwyczajnie przyzwyczajają. Nie potrafią zrozumieć mojego naiwnego oburzenia. “To normalne”, w kółko powtarzają. Nie, to nie jest normalne. To jest chore. Polska jest chora! A przecież te trzy przypadki to nie żadne wyjątki. Takich, z pozoru drobnych spraw, są tysiące, setki tysięcy. To one tworzą obraz Polski. W “Psach” Pasikowskiego jest scena, w której Olo Żwirski (Marek Kondrat) tłumaczy Nowemu (Cezary Pazura), że polityka to nie jest dziennik telewizyjny. Pamiętacie? To powiedzcie mi: czy ci ludzie, którzy są mimowolnymi bohaterami tych dramatów są w stanie przejmować się “dziennikiem telewizyjnym”? Czy kobieta, która raz po raz oblewa egzamin na prawo jazdy i nie wie nawet dlaczego zainteresuje się, choćby na chwilę, życiem politycznym kraju? Czy kobieta, której wydaje się, że w końcu może ułożyć sobie życie, a którą durne przepisy “wbijają w glebę” zastanowi się na wyborem kandydata na prezydenta? Czy młodzi rodzice, którzy przeżywają tragedię swego maleństwa są w stanie pomyśleć o czymś innym, jak choćby prawybory kandydata na prezydenta w PO czy kongres PiS-u? Dla nich “dziennik telewizyjny” jest jak u Pasikowskiego: wysypiskiem śmieci! I jak im wytłumaczyć, że to od ich wyborów politycznych może dokonać się zmiana? Przecież oni w to nie wierzą! Co wtedy robić? Już nic nie rozumiem. Ogrania mnie smutek i bezsilność. Ta Polska to “normalnie” chory kraj…

19 KOMENTARZE

  1. Bardzo dobry artykuł, Adrianie. Jednak na moje pytanie zapewne nie odpowiesz jednoznacznie: dlaczego wybrałeś “normalny” kraj a nie podjąłeś walki o “normalność” w Polsce? Polska była, jest i będzie krajem nienormalnym, bowiem ci, którzy powinni byli walczyć spokojnie pouciekali.
    Polska to kraj postkolonialny, co wywiodłem w artykule “Nijak żyć bez pana” (http://morsik60.salon24.pl/102955,nijak-zyc-bez-pana). Pozostali w Polsce tylko byli lokaje kolonizatorów, byli niewolnicy nieumiejący żyć bez pana i bata oraz garstka straceńców, którzy usiłują w pojedynkę walczyć z tymi pierwszymi i zainteresować Polską tych drugich. Najwygodniej jednak jest patrzeć na polską nienormalność zza jakiejś wody, zza jakichś gór…

    • Morsik!

      Na początku muszę stwierdzić, że bynajmniej nie uważam Anglii za kraj normalny. W moim wyobrażeniu normalności zwyczajnie się nie mieści! Oczywiście jest to inna “nienormalność” niż ta, z którą borykają się moi rodacy w kraju. Tu panoszy się polityczna poprawność, która doprowadza mnie do szewskiej pasji.

      Pewnie nie uda mi się odpowiedzieć na Twoje pytanie jednoznacznie. To chyba niemożliwe, zbyt dużo czynników (także natury czysto prywatnej) zadecydowało o mojej emigracji. Czy oczekujesz ode mnie przyznania się “spokojnej ucieczki”? Oczywiście, że była to ucieczka, ale na pewno nie spokojna. Za parę miesięcy przegram zakład. Otóż przed wyjazdem do Anglii zalożyłem się z jedną osobą, że latem roku 2010 wrócę do Polski. To się nie stanie. Nie teraz, choć jestem pewien, że wrócę!

      Dlaczego wyjechałem? Prawdziwa odpowiedź jest mało atrakcyjna i pewnikiem stawia mnie w niekorzystnym świetle. Chciałem pracować, zarabiać, kupić dom, samochód, zarabiać i podróżować, zapewnić dzieciom to czego nie mogłem zapewnić w Polsce, itd. Proza życia po prostu. Wiesz, Twoje pytanie nie do końca jest w porządku. Powody, dla których opuściłem Polskę są łatwe do zgadnięcia. Niczym się nie różnią od tych setek tysięcy emigrantów, czy raczej milionów. A Ty zakładasz, dajesz do zrozumienia, że mój kraj “jest i będzie krajem nienormalnym, bowiem ci, którzy powinni byli walczyć spokojnie pouciekali”? To miłe uczucie, gdy ktoś uważa, że jest źle bo mnie tam nie ma. Łechce moją dumę. Ale to nie prawda. Przynajmniej tak uważam. I dlatego tutaj zapytam Ciebie: jaką korzyść dałbym Polsce zostając?

      Pozdrawiam serdecznie

  2. @nielubiegazety2

    Kwestia nazewnictwa. Prawdę mówiąc cisną mi się na usta dużo mocniejsze słowa, ale nie mam zamiaru kolejny raz tłumaczyć się z mojego “antypolonizmu”.

    Poza tym stan, w którym znajduje się Polska nie wynika tylko i wyłącznie ze statusu kolonialnej prowincji.

    Pozdrawiam serdecznie

  3. Dwa razy mogłem wyjechać z Polski. Raz pod przymusem w 1984 z paszportem w jedną stronę. Nawet francuscy przyjaciele – dziennikarze gorąco mnie namawiali. Drugi raz w 1990, kiedy to już z własnej woli pojechałem na pół roku do Australii. Wcześniej jednak odwiedziłem na krótko Francję. Wiesz jaką znalazłem różnicę? Otóż w tych “normalnych”, jak sądziłem, krajach można szybciej spłacić kredyt.
    Przypomnę może mój komentarz do Twojego pięknego artykułu w rocznicę Mordu Katyńskiego: “Wyjeżdżają za granicę Polacy – lekarze, inżynierowie, psycholodzy, humaniści… Wyjeżdżają za chlebem i za pracą. Już nie wrócą. Hydraulik kiedyś wróci – oni nie. To pozbawianie Narodu inteligencji, która po dewastacji sowiecko-niemieckiej zaczęła się w bólach odradzać.
    Oskarżam polityków o kolejne ludobójstwo! Oskarżam polityków o kolejną Zbrodnię Katyńską!” Jeśli wyjedzie hydraulik, to trudno, i tak zostanie ich w kraju tysiące – damy radę, nauczymy się kręcić rurki. Jeśli wyjedzie z kraju inżynier, humanista to w krótkim czasie nie będzie nikogo, kto zorganizuje Rodaków do walki o normalność, do obrony przed political-correct, kto będzie kształcił następne pokolenia.
    Natura nie lubi próżni, więc bardzo szybko w Polsce rolę inteligencji przejmuje telewizja organizując Polaków wyłącznie do zakupów – na kredyt, którego, niestety, nie można szybko spłacić.
    Zostaje w Polsce coraz mniej tych, którzy powinni być Głową dla Siły bo poza emigracją fizyczną odrodziła się emigracja wewnętrzna – coraz bardziej widać ją w Internecie na niezliczonych “blogach” i “forach”. Polecam mój artykuł “Pobłogosław czy wróć” (http://morsik60.salon24.pl/102957,poblogoslaw-czy-wroc) – to też o emigracji, choć emigracji inaczej.
    Nienormalność Polski bierze się z braku przywódców i będzie się ona pogłębiać.

  4. @morsik

    Długo biłem się z myślami przed moim wyjazdem z Polski. Wtedy wydawało mi się to szalenie trudne. A dziś? Myślę dokładnie na odwrót: wyjechać było łatwo, wrócić jest bardzo ciężko!

    Zdaję się, że rozumiem Twój punkt widzenia. Ale nie uważam, by moja obecność w kraju zmieniła cokolwiek. Jestem prostym człowiekiem, synem hydraulika…

    Pozdrawiam serdecznie

  5. Adrianie, tak pomyślało kilka milionów (bo to trwa od lat 50.) Polaków, ale każdy tak myślał osobno. I wyszło, jak wyszło… Właśnie Was tu brakuje – wszystkich razem, nie pojedynczo…

  6. Pozdrawiam! Kolejny bardzo ciekawy wpis:)
    Mam 18 lat i wraz z kolegami czytamy Pański blog. Cieszymy się, że ktoś myśli podobnie do nas i potrafi to tak dorodnie ubierać w słowa. Tak trzymać:) Może uda nam sie kiegyś całe to g. zmienić:)

  7. @morsik

    I dzisiaj znajdziesz sporo takich straceńców, co wierzą w patriotyzm, ojczyznę, przyjaźń i Boga. Tylko proszę nie wypominaj mi mojej emigracji. Wystarczający kociokwik mam w głowie…

    Pozdrawiam

    P.S. Przez jakie miasto w Polsce trzeba przejechać, by pomyśleć o Tobie?

  8. …przez Jelenią Górę, najbliżej, ale przez Wrocław wystarczy… Właściwie… przejedź przez jakikolwiek kawałek Polski…

    Moim Synom

    Nie przekazuję wam, synkowie moi
    Jasnej przyszłości, brzemiennej zwycięstwem,
    Ale wam daje moją własną klęskę,
    Miecz zardzewiały, szczątki niepotrzebnej zbroi.
    To dla was pozostawiam ten kielich bezsiły,
    Ale nie pijcie z niego – niech wam przypomina
    O nocy pełnej zdrady, o lęku godzinach,
    O Ojczyźnie wleczonej w grudniu do mogiły.

    Nie zapomnijcie nigdy śmierci przepaścistej
    Z pistoletowej lufy straszącej nicością,
    Gdy do domów bezbronnych ze zwierzęcą złością,
    Wdzierali się zaprzańcy swej ziemi ojczystej.
    Smutku dziedzictwo obejmijcie po nas,
    Synkowie moi, bo walka was czeka
    O wolne życie wolnego człowieka,
    By sen nas o wolności wraz z nami nie skonał.

    Nie zostawię wam w spadku sławnego imienia,
    Bo nas były miliony bezbronnych żołnierzy,
    Gdyż wielkość nie przez bitwy wygrane się mierzy,
    Ale przez klęsk przetrwanie, przez brzemię cierpienia.

    Ja wam zostawię miłość do Ojczyzny,
    Do zwykłych, steranych czarną praca ludzi,
    I sen o wolności, który tak mnie łudził,
    I moje klęski własne, rany oraz blizny.

    Nie do Ciebie ten mój żal o emigracje. To wina wszystkich z mojego pokolenia… Uwierzyliśmy zbyt łatwo…

  9. @morsik

    Smutne, ale piękne słowa. Czyj to wiersz? Zapamiętam go i będę powtarzał moim synkom!

    Pozdrawiam

    P.S. Inną drogą przez Polskę pojadę, ale już od granicy będę myślał o tych naszych rozmowach…

  10. @Jan

    Drogi Panie!

    Dziękuję za dobre słowo. Co do ewnetualnej zmiany tego gó…a proszę zapoznać się z tym artykułem:

    http://www.niepoprawni.pl/blog/438/co-dalej-polsko-nurniflowenola-probuje-odpowiedziec-na-twoje-pytanie

    Jakiekolwiek uwagi mile widziane tak samo jak zaangażowanie. Pana wiek pozwala mieć nadzieję…

    Pozdrawiam serdecznie

    P.S. Przygotowuje tekst pt. “Kierunek: Republika!”, który jest kontynuacją dyskusji rozpoczętej pod wyżej zalinkowanym tekstem.

  11. @Jan
    Przepraszam, że się wtrącam… zmienić – Młody Człowieku – trzeba dramatyczną sytuację w Ojczyźnie, a to już nie jest gówno!

  12. Witaj Łukaszu!

    Dobry wywiad. Sama sprawa jest bardzo “na czasie”. Wszakże mamy “pojednanie” i budujemy “zgodę”… Cóż, żyjemy w ciekawych czasach.

    Pozdrawiam

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here