Jak Polacy traktują UK…

0
325

Pragnę zaprezentować Wam kolejny felieton o polskich emigrantach zamieszkujących Wielką Brytanię. Jego wersję audio można usłyszeć 2 listopada 2011 roku  o godzinie 19:00 (w Polsce o 20:00) na “falach” internetowego  radia Free Brighton w audycji “Polish Show”. Serdecznie zapraszam!

Wbrew zaklęciom pożytecznych idiotów tzw. zjednoczona Europa to mit. Cudownym tego przykładem jest Bruksela – formalne centrum unijnych komisarzy i zarazem stolica Beligii, jednego z najbardziej podzielonych europejskich krajów. Piękny paradoks. Nie chodzi tylko o to, że Belgia jest pozbawiona rządu od zeszłego lata i tym samym pobiła już wszystkie rekordy świata w długości kryzysu politycznego. Przede wszystkim chodzi o to, iż 90% ogółu zawieranych małżeństw stanowią związki w obrębie tej samej grupy etnicznej – mieszkańcy Flandrii ślubują dozgonną miłość mieszkańcom Flandrii, a Walończycy żenią się lub wychodzą za mąż prawie tylko za Walończyków. To pokazuje, że ględzenie o jedności europejskiej jest tylko… ględzeniem.

Dlaczego o tym mówię? Bo kontynuując rozważania nt. Polaków na emigracji, konkretnie Polaków w UK, zacząłem się zastanawiać nad tym, jak traktujemy państwo, w którym przyszło nam żyć. Pozornie ma to niewiele wspólnego z mitem zjednoczonej Europy. W praktyce kapitalnie ilustruje stosunek przeciętnego Europejczyka, w tym także Polaka, do państwa i jego instytucji.

Tak więc przywołany przeciętny Europejczyk ma swoje państwo w nosie. Tzn. niezupełnie w nosie: interesuje się nim tylko, gdy chodzi o „socjal”. I reaguje tylko wówczas, kiedy rządzący zabierają coś z darmowej miski. No, chyba że sprawy dotyczą sponiewieranych przez los homosiów lub czegoś równie fundamentalnego – wtedy głos ludu wybrzmiewa niczym trąby Jerychońskie. Ale ogólnie panuje totalna ignorancja, konsumpcjonizm i hedonistyczny karnawał, który ma być sponsorowany przez państwo.

W tym sensie Polacy są Europejczykami pełną gębą. Ale nie tylko w tym. My dodatkowo mamy spuściznę PRL-u i wyhodowane całe generacje ludzi, którzy państwo jako takie uważają za swojego śmiertelnego wroga i dojną krowę jednocześnie. Ludzi, którzy mają nawyki do kombinowania i zero odpowiedzialności za dobro wspólne.
Na marginesie trzeba zauważyć, że pomimo chciejstwa polskiej klasy politycznej i różnej maści autorytetów moralnych, Polacy nie wyjechali na wyspy, by realizować polityczne idee o zjednoczeniu kontynentu, tylko po to, by się dorobić. Czyli zwyczajnie jest to emigracja zarobkowa, „za chlebem”.

No to jak traktujemy swoją drugą ojczyznę? Odpowiem pytaniami: ilu Polaków w UK, mając do tego prawo, bierze udział w wyborach? Ilu z nas jest w ogóle zarejstrowanych jako potencjalni wyborcy? Kto z nas interesuje się „current affairs”, czyli sprawami bieżącymi? A kto ogląda „newsy” lub czyta prasę codzienną?
To są oczywiście pytania retoryczne, które pokazują nasz stosunek do Wielkiej Brytanii. O zaangażowaniu się w sprawy publiczne czy lokalne inicjatywy w ogóle nie warto wspominać. Tego nie ma i być nie może, bo postkomunistyczni Polacy traktują państwo w kategoriach roszczeniowych i słynne zdanie Kennediego – „nie pytaj co kraj może zrobić dla ciebie, pytaj co ty możesz zrobić dla kraju” – jest im zupełnie obce.

Z drugiej strony prawie każdy wie, do którego okienka w urzędzie ma się udać, by odebrać kasę. Wie też co zrobić, by wyłudzić różnego rodzaju świadczenia, jak oszukać stosowny urząd, by dostać więcej „benefitów”. Nie ma problemu z naginaniem przepisów, wyszukiwaniem luk w prawie. Ale też nie ma bladego pojęcia kto w parlamencie reprezentuje jego region i kto jest jego radnym!

Reasumując: Polacy w UK świetnie się bawią i nie interesując się otaczającą ich rzeczywistością sami pozbawiają się prawa jej kształtowania. Nie zdają sobie sprawy z tego, że w świetle kryzysu podgryzają rękę, która ich żywi. „Hulaj dusza, piekła nie ma”, „po nas choćby potop” – te powiedzenia najlepiej oddają stan ducha przytłaczającej większości naszych rodaków na wyspach. I fakt, że Brytole w swojej masie postępują podobnie jest marnym usprawiedliwieniem.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here