Historia pewnej znajomości

11
1510

adi - Copy“Lepiej być samotnym, niż mieć złe towarzystwo”

Pierre Gringoire

Roberta Biedronia kojarzy zapewne wielu rodaków. Szczególnie ci, którym na sercu leży tzw. tolerancja. Jest to bowiem klasyczny przykład wojownika naszych czasów, walczącego o prawa dla gejów. Nawiasem mówiąc już samo to stwierdzenie jest absurdalne, bo kto powiedział, że homoseksualiści praw nie mają? No ale walczyć przecież trzeba, np. z homofobią, homofobami, nietolerancją i faszyzmem. Tako rzecze filozofia postępu.

Mnie nie kojarzy nikt, o co pretensji nie mam. Chociaż mam coś wspólnego z panem Robertem: razem studiowaliśmy Politologię i Nauki Społeczne w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Olsztynie (teraz Uniwersytet Warmińsko-Mazurski). Co prawda tylko rok, ale zawsze. O jego skłonnościach do płci tej samej dowiedziałem się bardzo szybko. Wtedy, gdy kolega Biedroń dostał ode mnie tzw. „kosza”. Mógłbym to wydarzenie opisać bardziej drastycznie, tylko po co? Czy to coś zmieni? Za samo pisanie wyrazu „gej” w kontekście niepoprawnym politycznie zostaje się homofobem dożywotnio. Tak czy inaczej, po latach historia tej znajomości uzmysławia mi, że dialog społeczny jest nieznośnie wyabstrahowany z rzeczywistości i że ci, którzy pieją politycznie poprawną pieśń o tolerancji są najbardziej nietolerancyjni.  Jest to zjawisko ogólnoświatowe, gdyż terror PC panoszy się niczym wicher w stepie, wymiatając resztki rozsądku z odmóżdżonych łbów. Nie wiedzą oni, ci wszyscy różowi, czerwoni i zieloni macherzy, iż „wszelka tolerancja wypływa z poczucia wyższości”. To przez nich tacy jak ja byli i są nadal wykluczeni, wyrzuceni daleko poza nawias debaty publicznej jako hamulcowi “postępu”. To dzięki nim różne Biedronie piszą “książki” i dokonują “odczytów” na uczelniach, ucząc nas tolerancji.

Przez ten rok nikt pana Roberta nie gnębił, nikt się z niego nie wyśmiewał, nikt go nie pobił, etc. Słowem włos mu z głowy nie spadł, mimo że wszyscy dookoła wiedzieli o jego skłonnościach. Czyli normalnie, tak być powinno. Tylko czemu nasz niezmordowany organizator przeróżnych parad mówi, że niejednokrotnie spotykał się, także podczas studiów, z przejawami agresji, związanej z tym, że jest gejem? Chyba tylko dlatego, iż do walki trzeba mieć przeciwnika, choćby wyimaginowanego. Inaczej cała jego działalność byłaby pozbawiona sensu. Zresztą jestem pewien, że Robert Biedroń zetknął się wiele razy z przejawami chamstwa, tylko co z tego? Debile są wszędzie. Ale na pewno nie doświadczył tylu upokorzeń za artykułowanie swoich racji co ja i ludzie ideowo mi bliscy.

Jestem ciekaw, czy pamiętasz mnie Robercie i ten rok wspólnie spędzony w ławach na Szrajbera. Bo jak go pamiętam bardzo dokładnie. To wtedy zaczęło się coś, z czym musiałem się borykać do końca studiów. Tolerancja, o którą walczysz nie miała zastosowania do mojej osoby. Za każdym razem, kiedy powiedziałem cokolwiek, co, delikatnie mówiąc, nie korespondowało z lewicową myślą polityczną, coś co było łyżką dziegciu w lewackiej beczce, byłem na zmianę uciszany, wyśmiewany i wyrzucany za drzwi. Bez pardonu byłem obrzucany obelgami, bo starałem się myśleć samodzielnie, nie kryłem swoich wartości i krytykowałem brednie powtarzane przez „autorytety moralne” różnej maści. Później, gdy przeniosłem się do WSP w rodzinnej Bydgoszczy było już tylko gorzej. Wolność słowa? Proszę bardzo, ale nie dla oszołomów! Zresztą wiesz o tym doskonale. Ciebie mile goszczono w Szczecinie, gdy promowałeś swoją książkę, a Cenckiewiczowi władze Uniwersytetu zabroniły spotkania ze studentami! I co? Kto tu jest dyskryminowany?

Wrócę na chwilę do czasów studenckich, by nie być gołosłownym. I tak na przykład z panią dr X, z którą różniłem się w wielu kwestiach, np. w stosunku do Michnika (ona go kochała, a ja nie), walczyłem parę lat. Dostawałem pały przy okazji każdego kolokwium, aż do momentu, kiedy na zaliczeniu powiedziałem to, co pani doktor chciała usłyszeć! Innymi słowy musiałem się zeszmacić, wypierając się swoich myśli i poglądów, żeby otrzymać pozytywny stopień. Drugi przykład: pan profesor Y wyśmiał mnie, kiedy powiedziałem mu, że zamierzam napisać pracę magisterską o Łysiaku, a mojego ulubionego autora przyrównał do wartości matematycznej znanej nam, dzięki premierowi Millerowi, z posiedzeń komisji ds. afery Rywina. Panu profesorowi nie przeszkadzało bycie promotorem innych studentów, którzy, przykładowo, pisali pracę o trenerach reprezentacji Polski w piłce kopanej!? Z agorowskiego radia wyrzucono mnie na zbity pysk, tylko dlatego, że wyraziłem parę nieprzychylnych uwag pod adresem „GW” i przyznałem się (co za niewybaczalny grzech!), że jej nie czytam, bo nie lubię dziennikarskiej manipulacji. W szkole aktorskiej, kiedy chciałem zaadaptować jedno z opowiadań Łysiaka na monodram, po raz kolejny usłyszałem (od znanej aktorki Eugenii Herman), iż ten pisarz to menda jakich mało, a ja „taki zdolny nie powinienem głowy sobie zawracać takimi głupotami!” (sic!). Podobne kwiatki z ogródka „dobrych ludzi” mógłbym wyrywać w nieskończoność.

Tak się dziwnie składa, że ci którzy opowiadają o życiu w permanentnym ucisku, o dyskryminacji związanej z głoszeniem poglądów, nie mają (lub nie chcą mieć) pojęcia o losie swoich ideowych oponentów. Oczywiście nie wszyscy: część z nich gra  na zimno swoją grę i łże będąc do immentu cynikami. Mam tu na myśli wszystkich tych, którzy “walczą” z zacofaniem i niosą światełko “postępu”. Tych, którzy wygłaszają czarne proroctwa, dotyczące „Polski w kaczych łapach” (jak ostatnio słyszałem), choć od dwóch lat rządzi nami miłosierny cudotwórca z Kaszub. Tych, którzy nieustannie, dzień po dniu, przekonują, że Polska to zacofane piekło średniowiecznej nietolerancji. Tych, którym przez myśl nie przejdzie, iż ktoś ma prawo do samodzielnego myślenia i może twierdzić, że heteroseksualizm to norma, aborcja to zwykłe morderstwo, a małżeństwa osób tej samej płci to aberracja nadająca się do leczenia w Tworkach. Tych, którzy stawiają na równi bohomazy bezimiennego afrykańczyka z dziełami Boscha czy Lorraina. Tych, którzy szydzą z Chrystusa, robiąc durne filmy, a którym przez myśl nie przejdzie naigrywać się z Allacha. Tych, których krzyż uwiera gdziekolwiek go zobaczą, ale meczety zaśmiecające Europę jak długa i szeroka nie przeszkadzają im wcale. Tych, którzy wysyłają swoich krewnych do klinik eutanazyjnych, ale wylewają oceany łez, gdy tu i uwdzie wytnie się drzewko. Tych, którzy najchętniej posłaliby dzieci do szkoły w wieku lat trzech, a sami są na tyle ograniczeni umysłowo, że negują oczywisty fakt judeo-cheścijańskich korzeni swojego kontynentu. Tych, którzy walczą jak lwy o prawa jednostki, a jednocześnie zabraniają mi palić, traktując mnie przy tym jak skończonego idiotę. Tych, którzy wycierają sobie gęby słowem demokracja, ale za cholerę nie chcą przyjąć do wiadomości, że większość europejczyków chce przywrócenia kary głównej. Wystarczy. Mógłbym tak wyliczać do zapełnienia pamięci mojego komputera. Mam dość poczucia wyalienowania i pouczania mnie na każdym kroku, bo mam inne zdanie niż politycznie poprawni popaprańcy!

Reasumując: powyższa historia jest częścią większej całości, a szurniete lobby homoseksualistów to tylko jeden z wielu oddziałów zalewającego nas zewsząd lewactwa. Dzisiejszy świat bez cienia przesady przypomina dom wariatów, w którym lekarze z pacjentami zamienili się miejscami. Teoretycznie mamy wolność wypowiedzi. A w praktyce ten kto nie jest komunistą, goszystą, gejem, ekobachorem, feministką, byłym lub obecnym agentem KGB/FSB czy innym lewakiem, ten morda w kubeł! Pewien profesor, który był znużony dyskusją ze mną, wykazał się znajomością maksymy mówiącej, że „jeżeli nie wystarcza siła argumentów, to musi wystarczyć argument siły” i kazał mi się zamknąć! Otóż ja się nie zamknę, choćbym miał zostać w swojej wierze sam, bo leżą mi na sercu słowa Michała Anioła (homoseksualisty). Zapytany “dlaczego należy się bić z każdym Goliatem” odpowiedział: “Ze względu na godność człowieka, choćby nie było szans powodzenia…” Merde!

11 KOMENTARZE

  1. Panie Adrianie,
    Trafiłem na blog dzięki rekomendacji z portalu niezależna Zajrzałem i warto było. łysiakową duszę to Pan ma od pierwszego wejrzenia i to jest Piękne. Zastaję na Pańskim blogu. Nie wiem,czy będę czynnym komentatorem, jestem raczej czytelnikiem. Czynnie mogę polecić Pana blog. Pozdrawiam i proszę o dalsze wpisy.

  2. Panie Adrianie zawsze warto mówić to co się
    myśli. Podziwiam takich ludzi i życzyłabym sobie,
    by było ich jak najwięcej.
    Będę tu zaglądała. Pozdrawiam

  3. P. Adrianie zawsze mowilam ,ze tolerancja powinna dzialac w obie strony, jestem bardzo nie lubiana ,bo mam inne zdanie . Nawet stoaunki rodzinne si u nas pogorszyly, bo nie preferuje Tuska. Dla mnie Kaminski ,Ziobro,Kaczynscy, Maciarewicz to osoby godne nasladowania. Moja rodzina tego tak nie widzi.Ciezko mi z tym ,bo jestem w gronie mlodych osob najstarsza i oni nazywaja mnie “konserwa” bo nie znosze korupcji, zaklamania i zlodziejstwa. Pozdrawiam serdecznie.

    • Pani Krystyno!
      Radzę nie przejmować się, gdy ktoś określa Panią per “konserwa”. To nie obelga, a powód do dumy!
      P.S. Dla ścisłości: nazwisko likwidatora WSI pisze się Macierewicz!

  4. ”Wtedy, gdy kolega Biedroń dostał ode mnie tzw. „kosza””’

    Z wieloma tezami na tej stronie sie zgadzam ale lepiej nie obmawiac

  5. Bo to wszystko według obecnie obowiązującej zasady NAJWYŻSZEJ. Zasady Kalego. Jak Kali ukraść krowa to dobrze a jak Kalemu ukradną krowa to źle. Obecnie takie bagno zalewa prase, radio i telewizje. Niestety każde tłumienie polemiki, obojętnie politycznej, obyczajowej czy w jakiejś innej kwestii, prowadzi do takich wynaturzeń jak Pan pisze. Człowiek żeby mieć łatwiej w życiu musi ugryźć się w język lub przełknąć czy przemleć gorzkie słowa. Sumienie potem ciąży ale wyjście na wódke/piwo/rower/balety/piłke z przyjaciółmi pomaga uśmierzyć pieczenie. Osobiście też polecam kawałek Pietrzaka pod wzruszającym tytułem: „Muszę przeżyć jeszcze paru skurwysynów” (głowy nie dam że to jego text ale on gośpiewał).
    Pozdrawiam
    kris

  6. Pięknie dojrzewasz i rozwijasz się na przestrzeni lat. Wierzę, że w niedalekiej przyszłości jeszcze bardziej ewaluujesz i z tej ekspresji powstanie dojrzały owoc. Czekam z niecierpliwością …

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here