A Lasek dalej kłamie – zapis rejestratora głosu nie przesądza o wybuchu na pokładzie Tupolewa

0
2727

Piszę, że Maciej Lasek kłamie dalej, bo mam oczywiście na myśli jego matactwa w trakcie postępowania przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym w Warszawie, który prawomocnym wyrokiem nakazał mu udostępnić informację publiczną. Chodzi o moje, mogłoby się wydawać dość proste pytanie, zadane w trybie ustawy: kto, kiedy i w jaki sposób obliczył wartość przeciążeń 100g, która znalazła się w tzw. raporcie Millera? Lasek przez prawie dwa lata zasłaniał się nieadekwatnymi przepisami prawnymi i odmawiał przekazania wnioskowanych informacji, by w końcu, po wyroku sądu, stwierdzić, że ich… nie posiada. Szczegóły tej sprawy znajdziecie tutaj: „Przeciążenia 100g z raportu Millera, czyli #sprawalaska krok po kroku”.

Tym razem jego kłamstwo, równie obrzydliwe i ordynarne, dotyczy kwestii wybuchu na pokładzie rządowego Tupolewa. A dokładniej pracy specjalnej Podkomisji, która na nowo, de facto od początku, bada tragedię z 10 kwietnia 2010 roku. W siódmą rocznicę zespół naukowców pod przewodnictwem dr. Wacława Berczyńskiego zaprezentował efekty swoich badań w formie czterdziestominutowego filmu. Za najbardziej prawdopodobną przyczynę defragmentacji rządowej maszyny uznano wybuch ładunku termobarycznego. Maciej Lasek z naturalną dla siebie butą i arogancją stwierdził, szydząc z naukowej prezentacji, że „rejestrator nie zarejestrował odgłosu wybuchu, natomiast zarejestrował krzyki załogi i krzyki pasażerów do momentu zderzenia samolotu z ziemią”. W „Kropce nad i” z kolei mówił, że „nie słyszał o bezgłośnym wybuchu”. I to jest jego kolejne kłamstwo.

Już parę lat temu, podczas kilku wywiadów dla Telewizji Republika, mówiłem o tym, że zapis Cockpit Voice Recorder (CVR) nie przesądza o tym czy na pokładzie doszło do eksplozji, czy nie. Pisałem też o tym w serwisach społecznościowych Facebook i Twitter. Brytyjski naukowiec Stuart Dyne na początku XX wieku opublikował pracę pt. „CVR Recordings of Explosions and Structural Failure Decompressions”. Mówiąc krótko i wprost, wg. niego na podstawie zapisu rejestratora głosu nie da się ustalić w sposób roztrzygający o tym, czy zapisany dźwięk jest odgłosem wybuchu, czy czymś innym, choćby „odgłosem łamania drzew” (dopisek mój – AW). Innymi słowy zapis, na który powołuje się Lasek nie jest żadnym argumentem w sprawie. I on doskonale o tym wie. I mimo tego, świadomie i z premedytacją, wprowadza opinię publiczną w błąd.

Jako ciekawostkę warto przypomnieć, że oficjalny raport z katastrofy nad Lockerbie, mimo tego, że powszechnie wiadomo o eksplozji na pokładzie, stwierdza co następuje: „analysis of the flight recorders did not reveal positive evidence of the explosion event.” Powtarzam jeszcze raz: zapis CVR, na który powołuje się Lasek, wykluczając tym samym możliwość wybuchu na pokładzie Tu-154M, nie dowodzi niczego.

Reasumując: Lasek kłamie dalej. Bez żadnych skrupułów, korzystając ze swojej pozycji i złej woli części dziennikarzy, manipuluje Polakami. Gdyby nie przytrafiła mi się do dziś niewyjaśniona „awaria” komputera, mógłbym zaprezentować ciekawą korespondencję z Tomem Barthem, ekspertem NTSB, który w całości podziela zdanie Dyne’a. Ba, praca Brytyjczyka, prezentowana na wielu konferencjach, jest powszechnie znana w środowisku, o czym Maciej Lasek musi wiedzieć. Co niestety nie przeszkadza mu brnąć w smoleńskie kłamstwo…

 

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Or